Blog poświęcony wszelkiej maści filmom animowanym, bajkom, serialom animowanym i wszystkiemu, co pokrewne. Recenzje, opisy, przemyślenia, porównania, zestawienia...
Swego czasu, kiedy kino przestawało być nieme, pojawił się zasadniczy problem - co tu zrobić, by film rozdystrybuować na cały świat, ale by był on jednocześnie zrozumiany po krajach obcojęzycznych... Jak tu film dźwiękowy przełożyć na na inny język?
Wymyślono jak dotąd trzy rozwiązania:
*użycie napisów (tłumaczenie w postaci tekstu wyświetlanego na bieżąco u dołu ekranu)
*wykorzystanie lektora (na oryginalną ścieżkę dźwiękową nałożona zostaje dodatkowa, w której to tłumacz przekłada dialogi na język docelowy, zagłuszając tym samym resztę)
*stworzenie od podstaw nowej ścieżki dźwiękowej (dialogowej), czylipo prostu dubbing.
I ja się dzisiaj mam zamiar skupić na tym ostatnim sposobie, gdyż jest on najczęściej wykorzystywany w filmach i serialach animowanych (o zgrozo coraz częściej również w filmach aktorskich, halp!).
Polski dubbing generalnie jest mocno grzeszny, oj mocno. Wiele ma na sumieniu, ale jest tego tyle, że będzie z tego osobna notka. Nie będę tutaj opisywać całego dubbingowego światka, jego wspaniałych momentów glorii i chwały, ani też mrocznych upadków, o których każdy wolałby zapomnieć. Nie będę też zawierać porównań między polskimi wersjami a oryginałami, na to też przyjdzie czas. Napiszę tym razem lekko i na luzie o ciekawych zbieżnościach głosowych na naszym polskim podwórku.
Nie raz i nie dwa razy zdarzyło się każdemu z nas, że słuchając jednej postaci nagle kojarzył ją z inną. Oglądając "Aparatkę" i słysząc Marię po raz pierwszy od razu pomyślałam sobie: o, Brawurka z "Atomówek" ("Powerpuff Girls")! Albo słuchając Timona z "Króla Lwa" od razu skojarzyłam go z Gustem z "Gumisów". Jednakże są i takie przypadki, kiedy aktor tak się postara, że ni w ząb nie da się go rozpoznać przy pierwszym usłyszeniu jego popisów w rożnych rolach. I o tych przypadkach chciałabym teraz napisać - o tych aktorach, którzy mnie osobiście zdziwili albo rozbawili różnorodnością dobieranych im ról.
Na pierwszy ogień pójdzie:
JACEK KAWALEC
Na chwilę obecną 52-latek o charakterystycznym tembrze głosu. Zaczynam właśnie od niego, a raczej jego głosu, bo był moją inspiracją do napisania tej notki. Kiedy przeglądałam sobie spokojniefilmweb i natknęłam się na jego podstronę, zerknęłam sobie w listę postaci, którym użyczył swego głosu i poza oczywistym Dymitrem z "Anastazji" w wersji kinowej (JEDYNEJ SŁUSZNEJ), znalazły się tam postacie, których NIGDY bym sama do niego nie dopasowała. A w szczególności tych dwóch:
Słodki i niewinny Muminek z "Doliny Muminków" oraz drący non stop mordę wredny
Wayne z "Bliźniaków Cramp".
Kiedy o tym przeczytałam, niemal spadłam z krzesła. Jacek Kawalec tak dobrze wymodulował głos i w jednym i w drugim przypadku, że na pierwszy rzut oka (ucha?) nigdy bym tych postaci ze sobą nie skojarzyła. A tu proszę, niespodzianka! Oczywiście kiedy już się dowiedziałam, kto użycza obu postaciom swego brzmienia, rozpoznałam pana Jacka, jednak w pierwszej chwili miałam wielkie: Coooo...! na twarzy. A tu i inne postacie (nie wszystkie, wybrałam te ciekawsze), którym Jacek Kawalec użyczył swego głosu:
Jako ciekawostkę dodam, że Jacek Kawalec obsadził również tak kultowe role, jak: "polonista Witebski" w serialu "Ranczo", "Psychiatra Roman" w "Kocham Klarę" oraz "Policyjny negocjator próbujący bezskutecznie nakłonić Monikę Wagner do zaniechania próby samobójczej" w "Pierwszej Miłości" :)
WIKTOR ZBOROWSKI
Ten niemal dwumetrowy aktor jest odpowiedzią na pytanie postawione w tytule tej notki. Jego głos jest wyjątkowo niski i głęboki, dlatego nie dziwię się, że takie postacie jak Tai Lung z "Kung Fu Pandy", Mufasa z "Króla Lwa" czy Gandalf Szaryz "Hobbita" się nim posługują (chociaż bardziej głos ten by mi pasował do Sarumana, ale niech im wszystkim będzie...). Obelix z głosem Wiktora Zborowskiego z filmów aktorskich o Asterixie również mnie nie dziwi, ale za to użycie tego ciężkiego barytonu dla chuderlawego Surge'a Protectoraz filmu "Ralph Demolka" ("Wreck-it Ralph!") już tak. I szalonemu papugowi kakadu Nigelowiz "Rio".
Ciekawostką niech też będzie to, że pan Zborowski pożyczył swój głos dwóm swym imiennikom:
Victorowi w krótkometrażówce "Jam Session" oraz Victorowi z "Dzwonnika z Notre Dame". Zatem jeśli chcecie posłuchać sobie, jakby brzmiał śpiewający Gandalf, puśćcie sobie piosenkę "Niezwykły gość" z "Dzwonnika..." ;)
A mówiąc o "Dzwonniku z Notre Dame"... Czy uwierzylibyście, że najmroczniejszy i najpotężniejszy czarnoksiężnik na świecie - Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiaćz filmu "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" dzieli głos z...
...Hugiem. Obaj panowie wydają się być tym faktem zdziwieni, a wszystko przez tego oto człowieka:
MARIAN OPANIA
Ten niepozorny aktor niesamowitym talentem, jeśli chodzi o dubbing. Jego charakterystyczny głos często użyczany jest postaciom charakterystycznym i śmiesznym. Kurczę, nic dziwnego, bo Marian Opania jest w tym niezwykle dobry! Dzięki nim takie postacie jakLe Fou z "Pięknej i Bestii", Cornwall z "Magicznego miecza" albo Szponder z "Ratatuj" żyją i tryskają energią:
EMILIAN KAMIŃSKI
Jeśli ktoś oglądał kiedyś "U Pana Boga w Ogródku" albo "U Pana Boga Za Piecem" to na pewno kojarzy gangstera Bociana, który rzuca przekleństwami na prawo i lewo, upija się i generalnie nie jest zbyt miłym człowiekiem. Kiedy powiedziałam mojej siostrze, że aktor ten podkładał głos Pumbie w "Królu Lwie" i śwince Hamm z trylogii "Toy Story", nie mogła uwierzyć.
Sama jak byłam mała, to pomyliłam jego głos z Tyńcem - zwracam honor i przepraszam, ale nadal uważam, że Sebastian z "Małej Syrenki" powinien umieć śpiewać... Panie Kamiński, jest pan o wiele lepszy jako gangster niż podwodny mistrz orkiestry!
JACEK CZYŻ
Chcieliście kiedyś usłyszeć, jakby brzmiał Tygrysek z "Kubusia Puchatka" albo Rafiki w bardziej bojowym wydaniu? Cóż, obejrzyjcie sobie animowanego "Władcę Pierścieni" i posłuchajcie Boromira. Okrzyk "Wiwat Shire!" po tym, jak Frodo dziabnął w nogę goblina nie mógł brzmieć lepiej, a jeśli się wyobraźi, że to nie syn namiestnika Gondoru, a chociażby "Płomyk" z "Pięknej i Bestii"... od razu jakoś weselej :). Zresztą przejrzyjcie plejadę postaci, którym głosu pożyczył pan Jacek Czyż:
Generalnie tego jest naprawdę, naprawdę dużo. Chciałam powklejać tutaj jeszcze kilka innych osób, takich jak Jarosława Boberkaczy Wojciecha Paszkowskiego, ale ci tytani polskiego dubbingu po prostu zasługują na osobne wpisy. Tak samo jak Krzysztof Kołbasiuk, czy też cała plejada dubbingujących kobiet. Niech ten wpis zatem będzie krótką zajawką tego, co tutaj się jeszcze pojawi.
W każdym razie dzięki za dotarcie do końca notki i zapraszam w przyszłości! Postaram się teraz już częściej pisać, a nie raz na pół roku.
Mam taki zwyczaj, że po obejrzeniu jakiegoś filmu wskakuję sobie od razu na filmweb i tam zerkam w dyskusje, by sprawdzić, co moi rodacy mają do powiedzenia w kwestii interesującego tytułu. A, bo czasami ktoś rzuci jakąś ciekawą myślą, spostrzeżeniem czy coś. Jednak po obejrzeniu filmu "Auta 2" (który w mojej opinii był filmem raczej przeciętnawym) troszkę się skonsternowałam, gdyż odzew był dość ostry.
Otóż zaprezentuję tu to, co znalazłam:
"Uwaga Nie Dla Dzieci!!!! Gangster-ka ! Przemoc ! Mafia ! Faszyzm ! Fabuła zakręcona jak baranie rogi." "BROŃ BOŻE DLA DZIECI!!! JESTEM ZBULWERSOWANY TĄ BAJKĄ!Razem ze szwagrem zastanawiamy się nad pozwem do sądu,to niesłychane! Dziecko ,które ma prawie 6 lat zapamiętało tylko krzywde jaką wyrządzano drugim przestraszonym autom(ze śmiercią włącznie) oraz tortury! Po projekcji od razu mnie zapytało czy te autka na pewno są u aniołków! Panowie w kinie pomyliliście kategorie wiekowe ! Ja tego tak nie zostawie.Rodziców przestrzegam przed terroryzmem i brutalną tematyką bajki,świat i bez tego w bajkach jest dość chory." "NO to nieźle drodzy Państwo ,dajecie przyzwolenie społeczne na przemoc wytwórni ,która jak dotąd robiła bajki ,w której kontrast dobra i zła był wyważony i zachowany od scen permanentnej śmierci bohaterów -to zezwólmy pijakom jeździć po ulicach -przecież to takie powszechne prawda? To ,że chce uchować mojego syna od takich scen to wynika z troski o jego spokojny sen ,który w wieku 6 lat nie musi być zburzony przez jego ulubioną wytwórnie bajek ,po której ani on ,ani ja sie nie spodziewaliśmy takiej dawki emocji okraszonej śmiercią."
Powiem Wam, że szokłam po przeczytaniu tego. Naprawdę, sama dość emocjonalnie podchodzę do kwestii przemocy w filmach dla dzieciaków (bo zwykle chce mi się beczeć jak dziecku, kiedy widzę, że nawet trzy piksele na ekranie płaczą albo jest im czyniona krzywda), ale Auta II według mnie niespecjalnie wyróżniały się w tej kwestii spośród innych tego typu filmów, które dane mi było zobaczyć. Fakt, jest mafia, jest akcja, jest momentami ciężka atmosfera niepokoju, ale no... no nie wiem, wystraszyłam się, że straciłam wrażliwość. Jednakże zrobiłam szybki rewatch najgorszych scen, a przede wszystkim momentu tortur i tej legendarnej niemal śmierci. Dla nieznających tematu, załączam omawiany kawałek filmu:
Język angielski, bo polskiego na yt nie znalazłam. Kto niecierpliwy, niech załączy czas 1:00, by złapać samą atmosferę, a kto chce zobaczyć sam moment śmierci - 1:58.
I tak naprawdę to wszystko w tym filmie jeśli chodzi o tortury i śmierć. Serio? Spodziewałabym się większych fajerwerków i dosadniejszych tortur po przeczytaniu recenzji zbulwersowanych rodziców. Owszem, jest śmierć, są "tortury", jest atmosfera... ale... czy ja nie widywałam gorszych rzeczy czasem? Czy ta scena faktycznie jest powodem do pisania ze szwagrem pozwu do sądu?
Tknięta rozmyślaniami, zaczęłam krążyć po filmwebie skacząc po nowszych znanych filmach animowanych, kierowanych do dzieci. I tak oto zbulwersowanych rodziców znalazłam w dyskusjach na temat "Iniemamocnych" (m.in: "Za mocni dla młodego widza - Zła energia, krzyki, kłótnie, toksyczna atmosfera w rodzinie, zeschizowane postacie - Edna, Syndrom - wybuchy, śmierć -źli, superbohaterowie"), "Księżniczki i żaby" ("Bajka jest przesiąknięta okultyzmem, laleczki voodoo, demony (czarne postacie), wróżbiarstwem...itd. Jak dla mnie, jest to propagowanie czegoś z czym dzieci nie powinny mieć styczności") czy "Kung Fu Panda" ("młodszym nie polecam. Rozmawiałam ze znajomą psycholog, która odradzała ten film mówiąc, że jest lękotwórczy"). Mogłabym szukać dalej, ale tego - jak się okazuje - jest po prostu za dużo!
Ale zaraz zaraz... Co do chociażby "Iniemamocnych" mogę wykazać zrozumienie, bo porusza tematy niebanalne i raczej odległe dla młodszych dzieci (kryzys małżeński, kryzys wieku średniego) no i faktycznie duży natłok zgonów postaci (nie pokazanych jednak wprost!), to przy "Księżniczce i żabie" już uniosłam łapy w górę i krzyknęłam: OH COME ON! Rodzice, naprawdę uważacie, że Dr Facilier i jego duchy to najgorsze zło, od których trzeba wasze pociechy odgradzać żelazną kurtyną? Że w "Kung Fu Pandzie" ten zły tygrys Tai Lung albo mroczny Paw z drugiej części biją wszelkie rekordy mroczności i koszmarności?
A co z klasykami? Bajkami dzieciństwa? Wiecie co... ani jednego komentarza, że nie są to bajki dla dzieci. Ani jednego. No ale hej, kurka, czy te bajki są bez winy?
"Mała syrenka" i przebicie urżniętym dziobem statku złej Urszuli na wylot i doprawienie jej trzaśnięciem pioruna jak najbardziej na ekranie i przed oczami widza? "Piękna bajka dzieciństwa, magia!" - no ok, klasyk to klasyk, Urszula dobra nie była, należało jej się...
-ale Facilierowi niby też.
-ale Facilier używał voodoo i czarnej magii!
-a Urszula niby co robiła? Leczyła? Czy kradła za pomocą jakichś nieczystych magicznych mocy to, co cenne w żyjątkach i tworzyła z nich jakieś posuszone szkarady?
-Ale Facilier był gorszy, miał mroczny design, jego sługusy "cienie" mogą się kojarzyć ze zwykłymi cieniami, którego dziecko się boi, a Urszula pływała pod wodą...-No nie jestem przekonana. Ale ok, klasyk to klasyk. "Anastazja" i Rasputin, który był dosłownie rozpadającym się trupem? Luzik. To, że na końcu jego ciało dosłownie rozchlapnęło się i odtańczyło kościotrupowy breakdance, by się rozpaść i sczeznąć? Ee tam, to nie jest stresogenne i koszmarów nie budzi. NO OK, powiedzmy, że przez cały film był kreowany na takiego raczej śmiesznego i nieudolnego pana podziemi. NO POWIEDZMY.
"Królewna Śnieżka"? "Och, bajka mojego dzieciństwa, magia, piękno, takich filmów nie robią!" - No przepraszam, a scena, kiedy Śnieżka ucieka do lasu i nagle wszystkie drzewa to makabryczne stwory? Scena przemiany w piwnicy, gdzie zła macocha przekształca się w straszną, zdecydowanie NIE sympatyczną staruchę? Nie jest to czarna magia? Nie jest to lękotwórcze? Nie przeraża? Nie, w ogóle? Nie, spoko, to piękna bajka mojego dzieciństwa. Nie to, co "Księżczka i żaba" i to straszliwe voodoo!
Tu i ówdzie znany "Dzielny Mały Toster" i scena na wysypisku, która jest niczym innym jak zobrazowaniem obozu koncentracyjnego, gdzie stare i niepotrzebne sprzęty po prostu zostają utylizowane i jeszcze o tym smutno śpiewają? Nie, nikt nie ma z tym problemu. Za to "Toy's Story III" już jest potworne i straszne, bo przedszkole, gdzie zabawki się przypadkiem dostały, jest jak prawdziwy obóz pracy, łagry czy coś innego. Rodzice atakują: ale atmosfera w całym filmie jest straszna, zabawki ocierają się o śmierć i cierpienie! A w "...Tosterze" to niby co jest?
Dlaczego nikt się nie przyczepia do "Dzielnego Małego Tostera", do "Królewny Śnieżki", "Anastazji", do filmu "Wszystkie Psy Idą do Nieba" (Tam śmiercią - morderstwem!- się film zaczyna!)?Te filmy zawierają w sobie sceny brutalniejsze, mroczniejsze, bardziej dosłowne w wymowie. Scena śmierci Roda w "Autach 2" jest pokazana na offie - nie widać jej, jest nam tylko dosłownie zasugerowana. Słynna scena śmierci Mufasy z "Króla Lwa" nie doczekała się ani jednego komentarza zbulwersowanego rodzica. Bo co, bo to jest "coś innego"? Mam nie porównywać? Dlaczego? Tu i tu postać ginie, tu i tu ginie z jakiegoś powodu, bo ktoś CHCIAŁ zabić. Bo i Skaza i Profesor Z chcieli zabić niewygodne dla nich postacie i zabili. A co ciekawsze, Skaza zrobił to osobiście, własnoręcznie (własnołapnie?). Ale z jakiegoś powodu "Król Lew" jest rozgrzeszony, "Auta 2" - nie.
Chodzi o ciężką atmosferę w filmie? Że skomplikowana, zbyt dojrzała fabuła? Że "Król Lew" jest prosty, atmosfera jest wyważona, jest po prostu piękny? Bo "Auta II" są za poważne, jest tam przemoc, tortury i śmierć? Że atmosfera ciężka?
No to dlaczego do jasnej ciasnej z tych samych powodów pod filmem "Dzielna Pani Brisby" ("Secret of NIMH") nie ma gazyliona negatywnych komentarzy ludzi skrzywionych psychicznie za dzieciaka? Nie ma ani jednego. A dziwi mnie to, bo przy chociażby TEJ scenie, "Auta II" wydają się śmiesznym nieporozumieniem:
Tortury, eksperymenty na zwierzętach, konwulsyjne skręcanie się szczura, któremu podano lek, śmierć niemal WSZYSTKICH myszek, które zdołały uciec. Poza tą sceną: scena z przerażającym starym Puchaczem w lesie, śmierć Nicodemusa, zagrożenie rozjechania domu Pani Brisby przez traktor (kreowany na monstrum)... Hell, w tym filmie nawet nie bano pokazać się krwi, kiedy Pani Brisby skaleczyła się o klatkę przy próbie ucieczki z niej. Dlaczego nikt nie reaguje, nikt nie ostrzega przed tym filmem? Przecież to mistrzostwo, jeśli chodzi o ciężką, mroczną atmosferę i stężenie "stresogennych" scen na minutę?
Odpowiedź jest prosta: bo nostalgia. Zapomniał wół, jak cielęciem był.
Jako dzieciaki oglądaliśmy dużo filmów, które były sto razy gorsze od "Aut 2". Kto z nas - z tych troszku starszych - nie kwiczał na widok Buki z "Doliny Muminków"? Ilu z nas przeżyło widok torturowanych szczurów z "Dzielnej Pani Brisby"? Kto z nas nie wspomina dzisiaj z łezką nostalgii w oku emocji związanych ze śmiercią Mufasy z "Króla Lwa"? Ilu z nas wtedy przyprawiło rodziców o palpitacje serca pytaniem "czy tata Simby poszedł do aniołków"? Kurczę no, założę się, że połowa z was chociażby pamięta Dr Dooma z "Kto wrobił królika Rogera?", który dla mnie osobiście wygrał ranking najstraszniejszej postaci z filmu, a scenę z którym oglądałam w wieku 6-7 lat i żyję nieskrzywiona do dzisiaj:
Takie rzeczy się oglądało za dzieciaka. Rodzice jakoś wszystkim pozwalali. Baliśmy się? No oczywiście, że tak, o to w tym wszystkim chodziło! O EMOCJE. Film miał w nas wzbudzać strach, lęk, fascynację, miał nas skłaniać do nienawidzenia antagonisty, do współczucia, do empatii. Do tego, czego nie doświadczaliśmy w prawdziwym życiu, a z czym mogliśmy się oswoić pośrednio za pomocą filmów animowanych. I to wszyscy pamiętamy. Nikt nie chodzi ze skrzywioną psychiką po "Królewnie Śnieżce" albo "Wszystkich Psach Idących Do Nieba". Nostalgia i tęsknota za tym, co kiedyś przeżywaliśmy skutecznie wymazuje nam to, co - według rodziców dzisiaj - tak bardzo nam niby szkodziło. Nam, bo też kiedyś byliśmy tymi smarkaczami, które nie przesypiały nocy, bo się bały Buki czy innego swojego osobistego Dr Dooma. Nie rozumiem, dlaczego dzisiaj rodzice tak mocno chronią swoje dzieci przed tym, co nieuniknione - nie dadzą rady ukrywać przed dzieckiem, że tak, na świecie jest przemoc, są źli ludzie, są postacie, które zabijają i niestety istnieją ich ofiary.
-Nie, nie będę puszczać, bo film jest stresogenny i lękotwórczy.
Kurka wodna, życie jest stresogenne. Im wcześniej dziecko się tego nauczy, tym prędzej się na to w jakimś stopniu uodporni i z tym oswoi. Rodzic jest od tego, by dziecko uczyć, wytłumaczyć mu, co, jak i dlaczego. Nikt z nas nie miał problemu z "Dzielną Panią Brisby" - owszem, baliśmy się, ale dzisiaj ten strach wspominamy ze śmiechem.
Nie mówię oczywiście, że TRZEBA pokazywać dzieciakom, szczególnie tym młodszym, na siłę te wszystkie baje, które nas przerażały. Nie, film ma być przyjemnością, a nie torturą. Sama jestem opiekunką dwóch dziewczynek, gdzie starsza, pięciolatka bała się Macochy Roszpunki z "Zaplątanych". Nie, nie zaczęłam od razu szarży na Pixar za zbyt straszny design postaci. Po prostu wiedziałam, że dziewczynka jest bardziej wrażliwa na mroczniejsze momenty i ich jej po prostu nie puszczałam w ogóle. Trzylatka, jej siostrzyczka, nie miała z Gothel żadnego problemu i lubiła oglądać sceny, gdzie starsza zasłaniała oczy.
A może chodzi o to, że ten lękotwórczy film traktuje o tematach innych, niż bezpieczne? Że nie jest filmem o szukaniu miłości, o znajdowaniu swojej ścieżki życiowej, o przeżywaniu swojej wielkiej, ale bezpiecznej przygody, gdzie "ci źli" są głupi i naiwni, dający się wycyckać dzieciakowi albo zwierzakowi? Że ma czelność poruszać takie tematy jak przemijanie ("Odlot"), problemy w rodzinie ("Iniemamocni"), stawianie czoła realnemu zagrożeniu (te nieszczęsne "Auta 2")...? Ale nie, wtedy by się nie dostało "Księżniczce i Żabie" przecież...
Tak więc, drodzy rodzice - sami sobie przypomnijcie to, co oglądaliście za dzieciaka (skoro wasze dzieci w kinie mają po parę lat, to jesteśmy rówieśnikami albo niemal rówieśnikami). Żyjecie? Żyjecie. Kochacie swoje "bajki dzieciństwa"? To dajcie swoim dzieciom poznać ich "bajki dzieciństwa". Bo jeśli chcecie im puszczać totalnie "bezpieczne", nie "stresogenne" bajki, to polecam "Warzywne opowieści: Piraci, którzy nic nie robią". Zapewniam, że po tym dzieciaki koszmarów mieć nie będą, bo prędzej zasną z nudów przed ekranem niż cokolwiek zapamiętają.
W KAŻDYM filmie znajdzie się scena, która wywoła mocniejsze, nie zawsze pozytywne reakcje. Ale świat nie składa się z samych cukierkowych scen o miłości. W prawdziwym życiu nie giną tylko złe postacie. Za mojego pokolenia dzieciaki jakoś dawały radę to ogarnąć. Nie wierzę, że dzisiaj nagle sobie wszystkie z tym nie radzą. Rodzice - wyluzujcie. Wasze dziecko tak naprawdę jest w stanie zrozumieć i ogarnąć więcej, niż wam się czasem wydaje. Przypomnijcie sobie siebie kiedyś. Może to wam pomoże.